środa, 7 grudnia 2016

Wywiad z Markiem Fiedlerem, kontynuatorem pasji swojego ojca





Porządkując prywatne archiwum, natknęłam się na wywiad, który przeprowadzili redaktorzy szkolnej gazety "Gimnazjak" z panem Markiem Fiedlerem. Dziś już nawet nie pamiętam, w którym to było roku. Piękne chwile, cudowne spotkanie, wartościowa rozmowa, niezapomniany gość. Może, sięgając po dzieła Arkadego Fiedlera, z przyjemnością poznacie też jego syna- pana Marka Fiedlera, który kontynuuje pasję ojca.



29 listopada w naszym gimnazjum gościł syn Arkadego Fiedlera, znanego na całym świecie pisarza i pasjonata przyrody, podróży. Uczennice gimnazjum po prelekcji, którą prowadził p. Marek Fiedler, przeprowadziły z nim wywiad do szkolnej gazetki.
Chciałby Pan być taki jak ojciec?

M.F.: Siłą rzeczy, zawsze byłem zafascynowany życiem ojca. Dorastałem w atmosferze podróży, walizek, zapachu egzotycznych owoców, które były pewnego rodzaju rarytasem w tamtych czasach. Pamiętam, kiedy przywiezione przez ojca jeszcze niedojrzałe banany wieszaliśmy na kiści, by dojrzewały w słońcu. Niezwykłe chwile, te wszystkie pamiątki... Maski, figury, motyle. Teraz już nie można przywozić różnych przedmiotów, jest to zakazane i chronione, więc tym bardziej cenne są wszystkie okazy, jakie posiadamy. 
Czy jest Pan dumny ze swojego ojca? Dlaczego?
M.F.: Dumny? Oczywiście. To człowiek z wielką pasją poznawania ludzi, kultur, historii, innych obyczajów, pasjonat podróży.
Która książka ojca wzbudziła w Panu największy podziw?
M.F.: Autobiograficzna książka "Mój ojciec i dęby". Dowiedziałem się dzięki niej o moich dziadkach, których nie znam. Gdy się urodziłem, oni już nie żyli. Książka ta "odsłania" korzenie rodzinne, świat, który przeminął.
Którą podróż swojego ojca uważa Pan za najbardziej niebezpieczną?
M.F.: Podróż do Indochin. Tamtejszy klimat jest bardzo trudny dla białego człowieka. Ojciec zachorował na amebę. Rozchorował się strasznie. Na szczęście spotkał tam swojego polskiego przyjaciela, doktora, który był znawcą chorób tropikalnych. Gdy ojciec wrócił do domu, był jak cień człowieka, bardzo zmarnowany i wycieńczony.
Który eksponat, przywieziony z podróży ojca, najbardziej Pana zaciekawił? 

M.F.: Kochamy motyle! Darzymy je niezwykłym sentymentem. W zasadzie jest to symbol naszego muzeum.

Czy w ostatnich latach podróżował Pan w różne zakątki świata?
M.F.: Tak. Razem z synem byliśmy w Ameryce Południowej. Szukaliśmy śladów Inków w Andach Peruwiańskich. 500 lat temu założyli tam olbrzymie imperium. Teraz marzę o wyprawie na Wyspę Wielkanocną.
Jakim ojcem był Arkady Fiedler?
M.F.: Zapracowanym, aktywnym. Był to człowiek wielkiej pasji, którą było podróżowanie, poznawanie ludzi i przyrody. Po podróży pisał książkę, a następnie szykował się do kolejnej wyprawy. To było jego życie! Później tworzyliśmy razem muzeum, którego był pomysłodawcą. Był to niezwykły człowiek.
Jak reagowali Pana rówieśnicy w szkole, na podwórku, na to, że jest Pan synem Arkadego Fiedlera?
M.F: Czasem dziwacznie. Mówili : "Jak chcesz bajkę, możesz iść do ojca i Ci napisze" (śmiech). Myśleli, że jeśli jest pisarzem, to w chwilę napisze mi to, co tylko będę chciał.
Która podróż ojca była według Pana najciekawsza?
M.F.: Ojciec miał trzy fascynujące go miejsca: Puszczę Amazońską, Kanadę i Madagaskar. Uważał je za wyjątkowe.
Do których krajów najchętniej Pan podróżował?

M.F.: Najchętniej pojechałbym na Wyspę Wielkanocną położoną na Pacyfiku. Stworzono tam wielkie, skalne posągi, których jest parę tysięcy. Nie są zwrócone twarzami w stronę morza, ale w głąb wyspy, tak, jakby chciały je chronić, wziąć w opiekę.
Jakiego zwierzęcia obawiał się Pan najbardziej z opowieści ojca?
M.F.: Dzikie zwierzęta boją się ludzi i nie stanowią dużego zagrożenia. Najniebezpieczniejsze są organizmy, których nie można zobaczyć, np. mikroby. Również takim niebezpiecznym zwierzęciem jest wąż żararaka. Jest to najjadowitszy wąż na świecie. Raz, gdy mój ojciec szedł przez dżunglę amazońską, natknął się na tego węża. W ostatniej chwili odskoczył w krzaki, ale wpadł w roślinę z igłami, z której im bardziej się wyrywa, tym bardziej się wpija. Stanął nieruchomo, ale z naprzeciwka pełzł ku niemu wąż. Gdy był blisko, stanął i już był gotów do ukąszenia. Ojciec, mając jedną rękę wolną, wyciągnął strzelbę i w ostatniej chwili strzelił. Gdyby nie to, na pewno byłby zginął. Skóra tego węża obecnie jest w naszym muzeum.
Jak powstało muzeum w Puszczykowie?
M.F.: Muzeum powstało w 1974r. Czytelnicy ojca byli zaciekawieni głównie jego podróżami. Przyjeżdżali do Puszczykowa i wypytywali. Ojciec wpadł na pomysł, by ze strachu wziąć wszystkie pamiątki i je wystawić. Później wystawialiśmy rzeczy wokół domu. Nasze muzeum nazwaliśmy ,,Domem kultur i tolerancji”. Wewnątrz domu udostępniamy oryginały, a wokół- repliki.
Jakie były najmilsze chwile Pana z ojcem?

M.F.: Były to na pewno powroty. Zawsze uwielbiałem witać ojca, kiedy przybywał z wypraw. Również podróż do Kanady pozostanie na zawsze w moim sercu.
Jaki ma Pan stosunek do przyrody, którą tak kochał Pana ojciec?
M.F.:Uważam, że powinniśmy ją w pełni szanować i cenić za wewnętrzne piękno.
Czy podobało się Panu dzisiejsze przedstawienie?
M.F.:Bardzo. Cieszę się, że mogłem podzielić się wiedzą o moim ukochanym ojcu.

Dziękujemy za wywiad.
Cieszymy się bardzo, że mogłyśmy przeprowadzić wywiad z osobą, która tak ciekawie opowiada o podróżach A .Fiedlera. Możliwość rozmowy z człowiekiem ogromnej pasji, z synem A. Fiedlera, panem Markiem sprawiła nam ogromną radość. Mogłyśmy bliżej poznać życie patrona naszej szkoły, jak i jego relacje z synem.


 Licencja Creative Commons


Natalia Kopniewicz

Wioleta Łukasik

Zuzanna Walencik


Kamila Karasewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz