Widok autora pamiętnika zamurował mnie. Kompletnie się go nie spodziewałem. Jego skóra była spalona w niektórych miejscach, jakby ktoś potraktował go palnikiem. Wyciągnąłem notes z torby i podarowałem biednemu rybakowi. Przynajmniej tyle mu zostało. Następnie omówiliśmy plan działania. Nagle Natasza spojrzała na zegarek i stwierdziła: Musimy się zbierać. Nie mamy już czasu . Przytaknąłem i zacząłem zmierzać ku wyjściu. W pobliskim lesie rosły ogromne drzewa. Chciałem bardzo pomóc rybakom, więc po uzgodnieniu z Nataszą ustaliliśmy, że wezwiemy na miejsce służbę medyczną oraz ludzi z żywnością. Przez całą drogę wspominaliśmy dawne akcje. Przypomniała mi się jedna z nich, w której olbrzymi żółw robił ogrom szkód w mieście. Dzięki zebraniu odcisków łap udało nam się odnaleźć szkodnika. Wrócił on statkiem do swojego domu, a miasto powoli usuwało wyrządzone szkody.