wtorek, 13 grudnia 2016

Przeciw paktowi z diabłem

W środku ujrzeli pełno różnych roślin, a zapach unoszący się tam sprawiał, że Decimus był zaniepokojony. Ostatni raz czuł coś takiego lata temu, podczas wyprawy do jakże pięknego, lecz pełnego czarciej magii miasta. Pamięta do teraz to, co tam się działo.
Jedna z patrycjuszek była czarownicą, której lękali się wszyscy, nawet kapłani. Do czasu pojawienia się inkwizytora, ponieważ skrócił ją o głowę, po czym zwłoki spalił.
Lucjusz spojrzał na gospodarza. Był nim starzec o równie niebieskich oczach, jak u  urodziwego dziewczęcia. Ich kolor można byłoby porównać do błękitu płynącej, rwącej rzeki. Z zamyślenia wyrwał go przeszywający ból w prawym ramieniu. 
Rozejrzał się, a jego oczom ukazał się zdumiewający widok. Przepiękna dziewczyna nagle zmieniła się w staruszkę ze strasznie zniszczoną skórą, złowrogim spojrzeniem i brodawką na brodzie. Natomiast właściciel chaty był coraz bliżej jego i Decimusa. W rękach trzymał dwa sztylety i celował w nich. Starszy inkwizytor z zimną krwią dwoma ruchami zabił wrogów, po czym wybiegł z chaty. Przerażony Lucjusz upadł i z trudem starał się wstać. Podczas prób powstania dotknął skórę starca. Była śliska, jakby miał styczność z rybą. Poczuł czyjś dotyk na swoim karku i nagle się znalazł na koniu współtowarzysza. Decimus dobrze wiedział, że muszą oni jak najszybciej uciekać z przeklętej wioski. Niestety, na ich drodze pojawiła się rzesza wieśniaków z wymalowaną złością na twarzy. Inkwizytor wraz z ledwo dyszącym kompanem szukali wzrokiem innego wyjścia. Ku ich zdziwieniu, tuż obok jednej z chat, ukazała się dróżka, która może prowadzić do kolejnego wyjścia. Ruszył galopem, mijając przy tym zdumiewające go widoki: od kobiety o trzech dłoniach do młodzieńca z zębami niczym pirania. Zdumiony, a zarazem przerażony, widząc zbliżający się rozgoryczony lud, schronił się w jednej z chat, znajdującej się za małym zakrętem. Zamknął drewniane drzwi i zaczął nasłuchiwać.
Jak wielkie stały się jego oczy, gdy pod swymi stopami ujrzał śnieżny puch. Na środku pomieszczenia stał chłop, opatulony w futro, wyglądający na zmarzniętego. W jednej z dłoni trzymał niewielki toporek. Ruszył ku przybyszom, zapewne z zamiarem zaatakowania ich. Osłabiony Lucjusz leżał na ziemi, a jego towarzysz bez namysłu wyjął ostrze, którym ugodził napastnika.  Biorąc na ramię swego druha, opuścił to miejsce. Wskoczył na konia, na którego grzbiecie usytuował uprzednio swego towarzysza. Rozejrzał się dookoła. Nie dostrzegł nikogo. Za to ujrzał rzekę- równie szeroką, jak i głęboką, a na niej niestabilny most.  Niepewnie weszli na spojenie, lecz gdy do ich uszu dobiegł trzask łamanych desek, przyspieszyli kroku. Na drugim brzegu schowali się w rozłożystych, gęstych krzewach. Lucjusz oznajmił :
- Panie mój, obawiam się, że nie zdołam ci towarzyszyć. Jednak tę wioskę trzeba uwolnić od złych czarów. Pomóc ci w tym może mój jedyny brat. Niestety, mieszka on w małym miasteczku, a odnajdziesz go prawie że na krańcu świata.
- Niczego się nie obawiam, nawet tak długiej wyprawy. Przedstaw mi imię swego brata, żebym mógł go odnaleźć. -  Decimus spojrzał na Lucjusza zamykającego powoli oczy.
- Zwie się on Adelard. Pracuje on jako kowal. Posiada swój własny zakład. To dobry człowiek, pomoże ci  - odetchnął powoli, po czym jego oczy przykryły powieki. Zapadł bowiem w błogi sen.
Mężczyzna zacisnął zęby. Musi odnaleźć kowala. Energicznie wstał, wsiadł na ogiera, a oczami  wyobraźni ujrzał twarz kobiety, która postrzeliła Lucjusza. Jadąc, wyobrażał sobie szczęśliwe chwile spędzone z ową kobietą. Rozmarzony Decimus zapomniał o niebezpieczeństwie, jakie może na niego czyhać  i właśnie wtedy zza rogu wyskoczył chłopak przypominający wilkołaka, który miał nadprzyrodzoną moc- niezwykłą szybkość. Decimus starał się pozbyć chłopaka na różne sposoby, ale bezskutecznie. Nagle ujrzał ogromnego dzika, który zaatakował człowieka o twarzy zwierzęcia i go uratował. Szczęśliwy dotarł do miasteczka, w którym miał odszukać brata Lucjusza.
W pierwszym domu mieszkał kowal. Z racji tego, że była to czwarta godzina w nocy, inkwizytor musiał zaczekać, aż drzwi zostaną mu otworzone. Kiedy wreszcie się to stało, w progu ujrzał postawnego mężczyznę. Gospodarz zapytał go:
- Co Cię tu sprowadza o tej godzinie człowieku ?
-Twój brat Lucjusz nie zdoła mi towarzyszyć w uwalnianiu wioski od złych czarów. Zapewniał mnie jednak, że ty mi w tym pomożesz.- powiedział Decimus.
-Kiedy miałbym Ci pomóc?- zapytał nie kryjąc zdumienia.
- Jak najszybciej. Nie mamy czasu do stracenia.-rzekł  Decimus.
- Wezmę najpotrzebniejsze rzeczy i możemy ruszać- powiedział Adelard.
Po dwudziestu minutach mężczyźni wsiedli na konie i pognali do wioski.
Po drodze Decimus wyjaśnił nowemu towarzyszowi, co się stało w wiosce pełnej czarciej magii. Kowal stwierdził, że najprawdopodobniej wszyscy mieszkańcy podpisali pakt z diabłem, więc potrzebne jest błogosławieństwo papieża oraz więcej wymusztrowanych wojowników. Postanowili zboczyć z trasy i pognali do najbliższego miasta, by poszukać chętnych mężczyzn, a zarazem wysłać wiadomość do najwyższego kapłana. Napisali ogłoszenie o następującej treści:
Ogłoszenie
W imieniu najstraszniejszego inkwizytora Decimusa oraz Kościoła poszukuję ochotników do walki. Otóż, muszą być to osoby odważne, waleczne oraz honorowe. Chętni proszeni są o zgłoszenie się do pobliskiej karczmy. Nabór trwa do nocy, podczas której księżyc będzie w pełni. Mile widziana jest broń bardzo dobrej jakości.
Podczas kilku dni  pobytu w danym miasteczku znaleźli 10 chętnych, którzy wykazali się ogromną odwagą w przeszłości, a papież pobłogosławił ich broń oraz obiecał, że będzie się za nich modlić. Drogę umilił im widok tęczy. Kiedy dotarli na miejsce, ujrzeli istne piekło. Decimus poczuł gniew oraz potrzebę zemsty. Wbiegł w środek grupy potworów i wymachiwał mieczem, lecz w pewnym momencie usłyszał płacz. Postanowił nie narażać Adelarda na śmierć, więc krzyknął, by sprawdził, skąd dobiegają te dźwięki. Sam dokończył rozprawianie  się z ostatnim stworzeniem i poszedł rozejrzeć się za kolejnymi przeciwnikami. Jego oczom ukazała się paskudna kobieta, trzymająca jego współtowarzysza i grożąca mu nożem. Po cichu wymawiała jakieś niezrozumiałe słowa. Przebiegła mu przez głowę myśl, że to ona przekonała mieszkańców do podpisania paktu. Wyciągnął miecz i pobiegł na spotkanie wiedźmie. Zaskoczona, a zarazem przerażona kobieta podskoczyła i puściła Adelarda, po czym ukryła się za fontanną. Kiedy inkwizytor dobiegł do niej, błagała o litość.
- Możesz wypowiedzieć swoje ostatnie słowa, nim Cię zabiję. - z wściekłością się do niej zwrócił.
- Ja...jessszcze wrócę. Sssilniejsza. Zobaczyssssz. - zasyczała.
Decimusa ponownie ogarnął gniew. Zamachnął się i szybkim ruchem odciął jej głowę.
W tym samym momencie wszystko się uspokoiło. Mieszkańcy natychmiast podbiegli do inkwizytora. Byli niezmiernie szczęśliwi. Opowiedzieli, jak podstępem zostali zmuszeni do podpisania paktu. Jedna z kobiet relacjonowała:
“Nasz najstarszy mieszkaniec nie miał już sił, by pracować. Zgodnie tradycją pełnił funkcję zarządcy. Targolia, gdyż takie imię nosiła zdrajczyni, podsunęła mu papiery, mówiąc, że podpis jest potrzebny, aby mógł przekazać swoją funkcję następcy. Staruszek nie podejrzewał o niecny postępek nikogo, więc bez zapoznania się z dokumentem podpisał go. Następnego dnia zmarł, a my  nie potrafiliśmy temu zaradzić aż do dzisiaj. Będziemy Ci wdzięczni do końca życia. Gdy Ty i Twoi ludzie będziecie w potrzebie, nie wahajcie się i zwróćcie się o pomoc do nas.”
Decimus zrozumiał, że tu zawsze otrzyma wsparcie. Ta myśl mocno podniosła go na duchu. Pożegnał się i ruszył wraz ze swoją grupą przed siebie. Nie mógł jednak zapomnieć twarzy nieznajomej niewiasty.
Wyglądała na chodzące dobro. Miała w sobie coś anielskiego. Może nawet była aniołem zesłanym do grzeszników? Tylko szkoda, że spotkał ją taki los. Ludzie będą ubolewać nad jej śmiercią, bo biło od niej wewnętrzne piękno. Przed odjazdem jeden z wieśniaków powiedział mu, jak miała na imię...Karina? Karolina? Nie zapamiętał, lecz kojarzyło się mu z patrycjuszami, z bogactwem. Rozmyślał i rozmyślał, aż trafili do pewnej karczmy.
Ciąg dalszy nastąpi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz