środa, 11 stycznia 2017

Wszystko się może zmienić

Zakłopotana Iris nie wiedziała już, co się dzieje, dlaczego w to wszystko została wplątana również jej przyjaciółka? Była pewna jednego, że musi niezwłocznie wszystko wyjaśnić. Z ludzkiej ciekawości czy chęci pomocy staruszkowi, przekonały dziewczynę do wstrzyknięcia sobie tego świństwa po raz kolejny:
-Dobrze, zgadzam się. Spotkam się po raz kolejny z Elisabeth -westchnęła.
- Jestem ci dozgonnie wdzięczny.- odpowiedział uradowany Edward.
Nastolatka zamknęła oczy, lecz nim się zorientowała, znów w pomieszczeniu znajdowała się jedynie ona i wiedźma. Niestety, nie mogła nic zauważyć z powodu panującego mroku. Gdy PIORUN uderzył, spostrzegła, że kobieta stoi przy stole. Dopiero po czasie dostrzegła, że zbierała ona łuski z RYBY i wrzucała je do tajemniczej fiolki. Czytając coś z wielkiej KSIĘGI, dodawała to coraz nowsze składniki. Iris, aby lepiej widzieć po ciemku, postanowiła przejść na prawą stronę. Lecz ustała, gdy rozległ się przeraźliwy śmiech:
-Och, moja droga Caroline, już niedługo ci wszyscy nędzni ludzie będą nam służyć, tylko nam. Jeszcze trochę czasu i wszystko będzie gotowe - krzyczała wiedźma.
Dla nastolatki było to przeraźliwe. Pragnęła uciekać, biec przed siebie, ale zdawała sobie sprawę,  czym to skutkowało. Kobieta, idąc powoli, poruszyła się w kierunku ściany znajdującej się  naprzeciw Iris, odwracając się tyłem do dziewczyny.  Strach, że Elisabeth w każdej chwili może się odwrócić i  ją zobaczyć, zawładnął  nią. W tym  czasie staruszka stała przed ścianą, na której zauważyła kartkę z wielką literą C. Uniosła wysoko ręce, wypowiadając nieznane słowa.
Nagle DRZEWO rosnące przed zamczyskiem stanęło w płomieniach. Rozległ się kolejny śmiech szkarady. Przestraszona, jak i rozkojarzona nastolatka, widząc, co się dzieje,  pisnęła. Wiedziała, że wiedźma już ją zauważyła. Zamknęła szybko oczy, a gdy je otworzyła, stał przed nią tylko Edward.
- Co się stało? - zapytał mężczyzna.
W jego oczach było widać zaintrygowanie. Wyglądał jak szaleniec. Źrenice zrobiły się ogromne, a usta wykrzywiły się w przedziwny uśmiech. Iris wiedziała, że nie może się wycofać, lecz postanowiła to wszystko wyjaśnić jak najszybciej. Oparła ręce o stół. Znajdowały się na nim przeróżne rzeczy. Od strzał podobnych do tych, których używały plemiona indiańskie, po fiolki z nieznanymi substancjami. Po dłuższym namyśle odparła:
- To przerażające dziwadło zajmuje się magią. W dodatku cały czas wspomina Caroline. Spaliła nawet drzewo przed zamczyskiem.
- To niemożliwe! Proszę, wróć tam jeszcze. To nie może być prawda.-powiedział Edward.
 - Prawie wszystko gotowe. Tak… tak. Nikt nas nie powstrzyma, nikt! To do tego miejsca będzie trafiała krew naszych ofiar, Caroline. - stwierdziła uradowana szkarada i wskazała na źródło.
Dość tego wszystkiego! - pomyślała Iris i wróciła do nieznajomego.
Ujrzała, jak jej nowy pracodawca wisi w powietrzu, trzymany przez niewidzialną siłę. Wszystko wokół latało, nawet ona. Krzyknęła przerażona. Nagle upadła z hukiem. Spostrzegła, że coś z nią nie tak. Ręce się jej trzęsły, a głowa strasznie bolała. Usiadła i przez kilka minut myślała, jak to wszystko odwrócić. Wpatrując się w dół, ujrzała małego Krasnala, którego drobne ciałko wystawało lekko przygniecione przez komodę. Iris szybko podniosła się na równe nogi  i  pomogła małemu stworkowi.  
-  Jak się tu znalazłaś? - zapytał Krasnal.
- Długa historia… Chciałam pomóc staruszkowi, ale on mnie zaczarował i..- Iris nie mogła wydusić z siebie słowa.
-Domyślam się, o co ci chodzi.  Mnie tu sprowadza pozbycie się czarownicy i przywrócenie normalności temu zamkowi. - powiedział.
- Jakbyśmy  mieli to zrobić? -zapytała zaciekawiona.
- Jest to nie lada wyzwanie. Myślę  jednak, że razem na pewno  damy radę.-rzekł Krasnal. -Chodź za mną!- rzekł Krasnal.- Musimy zachować ciszę. Połknij tę tabletkę. Ona sprawi, że pojawimy się w pomieszczeniu, w którym przebywa wiedźma.
Po połknięciu tabletki  Iris wraz z małym stworkiem pojawili się w oczekiwaniu miejscu. Leżąca czarownica wołała  o pomoc. Osłabiona mówiła: 
- Przepraszam, za niecałą godzinę wszystko powróci do stanu pierwotnego.
-Nie sądzę, aby mówiła prawdę. Za dużo się tutaj dzieje, a ona zapewne chce odwrócić naszą uwagę, czyż nie?
-Tak, tak, zgadza się. Racja. Wiem, co może nam pomóc. Dawno temu zdobyłem to. - powiedział, w tym samym czasie wyciągając ze swych małych kieszeni kości do gry- Musimy rzucić nimi w jednym momencie, w przeciwnym razie wszystko potoczy się nie po naszej myśli...
-O czym mówisz?- spytała zaintrygowana dziewczyna.
-Te kości sprawią, iż przeniesiemy się w czasie. Wtedy będziemy mogli zapobiec  tragedii, lecz musimy mieć na uwadze czas rzutu.
-Rozumiem, musimy to zrobić w tym samym czasie.
-Dokładnie- odpowiedział Krasnal. -Jesteś gotowa?- spytał Krasnal.
-Tak! Zróbmy to!
-Raz, dwa, trzy, rzucaj!
W tym momencie oślepił ich blask.
-Nie, to niemożliwe, gdzie jesteś?- nastolatka spytała zaniepokojona.
Jak się okazało, ich plan legł w gruzach. Rzut się nie udał. Iris cofnęła się w czasie, lecz bez Krasnala i bez kości. Nie miała pojęcia, jak wróci do Edwarda. Zauważyła jednak, że jest sama w tajemniczym pokoju. Postanowiła nie marnować czasu i coś zdziałać w tej sprawie. Zobaczyła okienko z małym otworem. Jak najszybciej włożyła w nie rękę. Poczuła fakturę papieru. Po wyciągnięciu okazało się, że to list. Bez wahania zaczęła czytać.
“Drogi Edwardzie, nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek odczytasz ten list? Jeśli tak, to znaczy, że przeżyłeś. Musiałam to zrobić ze względu na to, co stało się tamtej nocy. Odkryłam tajemnicę. Wiedz, że musisz znaleźć młodego mężczyznę imieniem Blais. Resztę odkryjesz sam.
                                                                                    Twoja Elizabeth”
Po kilkukrotnym przeczytaniu tego listu Iris wciąż nie wiedziała, co robić. Chodziła po komnatach zamkowych i cicho szlochała.Nagle jedna łza spłynęła po jej nosie i wsiąkła w papier listu. Niespodziewanie po drugiej stronie kartki pojawiała się mapa, która powiększała się wraz z liczbą wchłanianych łez.
Iris przyglądała się każdemu, nawet najmniejszemu punktowi na owej tajemniczej mapie i w końcu zorientowała się, gdzie jest. A co ważniejsze, gdzie musi się dostać. Wkrótce dotarła do pożądanego miejsca. Wchodząc, nie wiedziała, czego może się spodziewać. Ku jej zaskoczeniu pomieszczenie było puste. Tylko we wschodnim rogu znajdowała się wielka księga. Iris dokładnie wiedziała, do czego służyła, ponieważ widziała taką samą u Edwarda.
Licencja Creative Commons

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz