wtorek, 10 stycznia 2017

Po dobrej i złej stronie mocy

Nie mogłam się oprzeć. Musiałam to zamieścić na swoim blogu i Wam pokazać. Zasady, wywieszone w antyramie, wyeksponowane są w widocznym miejscu klasy. Z tego, co ustaliłam w rozmowie z nauczycielem, zostały wypracowane przez gimnazjalistów spontanicznie na zajęciach. 

Mam nadzieję, że wsadziłam kij w mrowisko, bo taki miałam zamiar. Gdybym uczestniczyła w zajęciach w tej klasie, z pewnością nie czułabym się zmotywowana do pracy i nie lubiła lekcji, nauczyciela i szkoły. Oburza użyte słownictwo, generalizowanie i ocenianie postawy ucznia. Zasady demotywują do działania

Zapraszam do dyskusji nauczycieli, rodziców i uczniów.
Nauczyciel :
"Nie dzieliłabym uczniów na dobrych i złych. Nie ma złych uczniów. Są tylko tacy uczniowie, którzy stwarzają problemy i im trzeba pomóc. Nie każdy człowiek ma poczucie humoru, dlatego nie możemy wymagać tego od każdego ucznia. Co do myślenia... to w szkole ma nauczyć się myśleć, dlatego też wg mnie nie powinno być to ujęte w zasadach/ kodeksie. Podobnie z przygotowywaniem się do zajęć. Są różne przyczyny, dlatego dopisałabym- w miarę swoich możliwości przygotowuje się do zajęć. Niedopuszczalne jest obrażanie ucznia takimi określeniami jak cham czy głupi. Nikt nie chciałby być tak nazywany, dlatego nie powinno być to ujęte w zasadach. Uczymy kultury i dajemy przykład."
Nauczyciel: 
"Dobrze, że jest podjęta próba stworzenia sylwetki ucznia. Ja nazwałbym to Kodeksem Ucznia. Uwzględnione są takie cechy jak: uczeń zna swoją wartość, jest odpowiedzialny, pomagający kolegom (tu zmieniłabym na pomagający innym), kulturalny, pracowity. Dodałbym, że stosuje zwroty grzecznościowe: proszę, dziękuję, przepraszam i nie przeklina. (Wyraźnie to zaznaczyłabym ). Z szacunkiem odnosi się do każdej osoby."
Psycholog:

"Chcąc lepiej zrozumieć otaczający świat czy innych ludzi dokonujemy w głowie pewnych podziałów, klasyfikacji. Zwierzę – roślina,   morze – jezioro. Im prostszy podział – tym łatwiej dane zagadnienie objąć rozumem.   Wpisało się to na tyle w naszą naturę, że posługujemy się tą strategią na co dzień. Jednak zbyt duże uproszczenia, niekiedy wyrządzają więcej krzywdy niż pożytku. Szczególnie, gdy dotyczą nas – ludzi.

Idąc tymi podziałami warto przyjrzeć się codzienności szkolnej, gdzie można usłyszeć określenia odnoszące się do cech „dobrego” i „złego” ucznia. „Dobry to taki, który jest grzeczny, kulturalny, punktualny, przygotowany na lekcje. Zły zaś jest bezmyślny, leniwy, nieobowiązkowy”.  Sprawia to, że wszystkie dzieci mierzone są jedną miarą. Zapomina się o tak ważnej w procesie wychowawczym indywidualizacji każdego dziecka.  Patrzy się na zachowanie, a nie jego przyczynę.
Ponad to, sugerując się stworzonymi sztucznie podziałami, należy zadać sobie pytanie, czy każdy człowiek definiuje konkretne pojęcie w ten sam sposób? Tym samym: czy Jasiu który dostaje dużo jedynek jest głupi? Małgosia, która wdaje się w dyskusję z nauczycielem, bo nie zgadza się z jego opinią jest przemądrzała? I wreszcie czy spóźnienie się lub nieprzygotowanie na lekcję sprawia, że jest się kimś „złym”?
Zbyt ogólne podziały prowadzą do bezkrytycznego patrzenia na świat, a co za tym idzie do pochopnych osądów oraz uprzedzeń. Zastąpmy powierzchowną ocenę: „to dziecko jest niegrzeczne”, zrozumieniem, co leży u podłoża danego zachowania. Raz przypięta etykieta złego ucznia może ciągnąć się za nim przez kolejne lata edukacji, a co za tym idzie zmniejszamy szanse na poprawę jego zachowania."
 Pedagog:  Zaproponowałabym inne sformułowania- dostępne TUTAJ.

Licencja Creative Commons

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz